wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 11

 Francesca
Obudziłam się bardzo późno  około 13, ale obok mnie nie było już Diego. Zamiast niego obok mnie leżał przepiękny bukiet róż, razem z nim karteczka:
Wszystkiego Naj Kochanie 
Diego   
Uśmiechałam się pod nosem na widok tak cudownej niespodzianki od Diego. Po chwili usłyszałam dźwięk, który dobrze znałam, była to gitara chłopaka. Natychmiast wstałam z łóżka i poszłam za dźwiękiem szarpanych strun. Otworzyłam po chwili drzwi pokoju, w którym zastałam mojego księcia.
- Skąd wiedziałeś? - zapytałam przeszczęśliwa. 
- Mam tajnego agenta - zaśmiał się spoglądając mi w oczy swoimi pięknymi zielonymi oczami.
- Serio?! - zdziwiłam się  
- Tak, Violettę - odpowiedział żartobliwie. Nic więcej nie mówiąc Diego obił mnie w tali i czuje mnie pocałował. Już przeczuwałam że te urodziny będą najlepsze. W końcu ja i Diego zdecydowaliśmy że gdzieś wyjdziemy. 
Najgorsze było że nie miałam co na siebie ubrać a nie chcę mi się iść do domu, ale uratowała mnie



mama Diego. Okazało się że to prze miła i sympatyczna kobieta a do tego jest projektantką modową i specjalnie dla mnie uszyła piękną czerwoną sukienkę. Do tego zrobiłam makijaż i mogłam wychodzić. Gdy schodziłam ze schodów czułam się jak księżniczka w pięknej sukni i z księciem na biły koniu. 
- Łoooo -zdziwił się chyba pozytywnie 
- Coś nie tak, fryzura.makijaż -zaczęłam panikować ale całe moje paplanie przerwał namiętny pocałunek Diego. 
- Wyglądasz cudownie - powiedział splatając nasze dłonie razem i wyszliśmy

 Diego 
Razem z Fran wyszliśmy z domu.Oczywiście ona musiała iść dłużą drogą przez park (jak ja ją kocham) kiedy tak spacerowaliśmy spotkaliśmy Leona i Violkę, i całą czwórką poszliśmy nad jezioro. Około 21poszliśmy do domu Fran tam we dwójkę mieliśmy świętować jej urodziny. 
Usiedliśmy na kanapie wtuleni w siebie z lampką wina. Nikt nam nie przeszkadzał mogliśmy robić sobie co chcemy. 
- Diego a czy już zawsze będzie tak jak dziś? - zapytała z miną zbitego pieska 
- Czyli codzienne mam grać ci na gitarze przez twoim oknem, dawał ci kwiaty - powiedziałem z ironią. Fran przytuliła się do mnie jeszcze bardziej i popatrzyła na mnie swoimi słodkimi oczami.
- Nie chcę abyś dawał mi kwiaty, ani grał dal mnie utwory, ale żebyś mnie bez graniczenie kochał - powiedział coś co mnie zamurowała. Jej wypowiedz była piękna,aż  po policzku Fran spłynęła drobniutka łezka. W końcu dziewczyna poszła do swojego pokoju, ja zacząłem wołać całą resztę ekipy. Ja Vils i Leon postanowiliśmy zrobić mini niespodziankę Fran. Całą nasza trója siedziała jak by nigdy gdy nic na kanapie.A Fran która zachodziła ze schodów patrzyła na nas jak na debli, ale gdy schodziła źle postawiła nogę i upadła. Ja i Violka wpadliśmy w panikę ( jak to my) po 20 minutach Fran odsklepiła się.
- Kim wy jesteście? - zapytała. Ja Vils i Leon spojrzeliśmy na siebie z zaszokowanym wyrazem twarzy.

Tak to koniec dojebałam.
Tylko nie zabijać!
Rozdział późno,dlaczego?
Bo nie mam co robić
po nocach.
Pozdrawiam Naty <3
CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!
     
                                                                            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz