*Violetta*
Siedziałam przy oknie w moim pokoju i zapatrzona w gwiazdy próbowałam zrozumieć sytuację, w której znajduje się Fran. Miętosiłam mój naszyjnik, co chwilę oglądając się za siebie i podążając wzrokiem za Leonem, który chodził zdenerwowany tam i z powrotem. Z pięścią przy ustach i ze spuszczonym wzrokiem wyglądał mizernie, tak, jak moje myśli, które szukały rozpaczliwie wyjaśnienia sytuacji. Nasze rozmyślenia przerwał mój tata.
- Violu, nie śpisz? I co tu jeszcze Verdas wyprawia? Nad czym tak myślicie? - pytał. Kiedy odwróciłam się i pokazałam szklane od płaczu oczy, on zrobił minę zbitego szczeniaczka i podszedł do mnie.
- Córciu, co się stało? Wiesz, że nie lubię, kiedy płaczesz.
- Nie zrozumiesz... - odparłam i odwróciłam się z powrotem do okna.
- No dobrze... A... On ma zamiar tu spać? - zapytał tata podchodząc do drzwi.
- Może... - odpowiedział Leon i rzucił się na moje łóżko. Po chwili ja do niego dołączyłam, a on objął mnie ramieniem i zasnęliśmy.
Następnego dnia
*Leon*
Gdy się obudziłem zobaczyłem, że Vilu śpi słodziutko wtulona w mój tors. Cmoknąłem ją w czoło i wstałem z łóżka. Usiadłem przy biurku i czekałem, aż moja śpiąca królewna się obudzi. Nie czekałem długo - obudziła się 10 minut po mnie.
- No hej śliczna! Idziemy do kina?
- Dobrze, na co idziemy?
- Może na... komedię romantyczną? - zapytała z uśmiechem.
- Dobra, zbieraj się - powiedziałem i chwyciłem moje ubranie, które kiedyś zostawiłem u Vilu.
Viola ubrała się w piękną, czerwoną sukienkę.
Hej! Przepraszam, że rozdział króciutki
(i nudny -_-), ale:
1. Nie mam weny
2. Mam ogromny nawał obowiązków :(
Ala
CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz