Następnego dnia
*Leon*
Nadal zastanawiałem się nad tamtą rozmową blondyny i Diego, musiałem pogadać o tym z Violettą. Ona zna Diego prawie od zawsze. Wziąłem do ręki telefon i szukałem numeru Violetty.
V:Leon! Jest sobota rano! Co, spać nie możesz?
L:Możemy się spotkać w parku niedaleko twojego domu?
V:Dobra będę za godzinę.
Rozłączyłem się szybko.
~godzinę później~
*Violetta*
Czekałam w umówionym miejscu na Leona. sam kazał mi przyjść a teraz się spóźnia.
- Cześć Violu - podszedł do mnie.
- Spóźniony - parsknęłam z oburzeniem widocznym na kilometr.
- Wczoraj słyszałem rozmowę Diego i blondyny. Będzie lepiej, jeśli Diego więcej nie zbliży się do Fran - powiedział z zadziwiającym przekonaniem. Ja jednak nie miałam zamiaru mu wierzyć.
Byłam zdziwiona po wysłuchaniu tego, co powiedział Leon. Fran to moja przyjaciółka i chcę jej szczęścia.
- Leon, ty siebie słyszysz? Fran to moja przyjaciółka i chcę jej szczęścia...
- Fran to i moja przyjaciółka i nie chcę aby cierpiała przez Diego - wciął mi się w pół zdania.
- Tak, wiem, że kiedyś miał dużo dziewczyn, ale one leciały na jego bogatych rodziców - powiedziałam, zmieniając ton. Leon nie znał Diego tak dobrze jak ja. Był moim najlepszym przyjacielem, nikogo nie zranił i można mu było ufać, a Leon opiera się tylko na jednej głupiej rozmowie z Ludmiłą.
- Jeśli tak masz mówić na mojego najlepszego przyjaciela to idź - krzyknęłam i poszłam do swojego domu, mijając się z Fran.
*Francesca*
Zachowanie Violetty było bardzo dziwne. Postanowiłam zadzwonić do Diego i zaprosić go do parku. Musiałam z nim porozmawiać, ponieważ podejrzewałam, że to jego dotyczyła ta rozmowa. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zadzwoniłąm do ukochanego.
- Halo? Coś się stało? Czemu dzwonisz tak wcześnie? - powiedział Diego na jednym wydechu.
- Widziałam, jak Leon i Viola się pokłócili. Podejrzewam, że to o tobie rozmawiali. Możemy się spotkać w parku?
- No... No dobrze... Skoro tak tego pragniesz... - odpowiedział Diego i się rozłączył.
w parku
*Diego*
Nie wiem, o co chodzi Fran. Postanowiłem jednak się z nią spotkać. Szybko się ubrałem, ogarnąłem i ruszyłem do parku. Od razu ją zauważyłem. Usiadłem na naszej ławce i czekałem, aż się do mnie dosiądzie.
- Fran, co się stało? Zmartwiłem się, kiedy zadzwoniłaś.
- Tak, wiem. Ale proszę, powiedz mi, masz mi coś do powiedzenia? Coś ukrywasz?
- Nie! Oczywiście że nie! - powiedziałem mimo, że było inaczej. Nie chciałem, żeby się zamartwiała.
- Dobra, ja już muszę iść - powiedziała ze zdenerwowaniem, po czym odeszła. Ja też postanowiłem nie siedzieć już w parku, więc ruszyłem do domu.
*Francesca*
Byłam bardzo zdenerwowana. Nic nie rozumiałam. Wszystko było takie niezrozumiałe, takie zagmatwane. Wszystko było takie trudne... Już prawie opuściłam park, gdy nagle zobaczyłam po drugiej stronie ulicy... Marco! Co on tu robi?! Już wyszedł z więzienia?! Postanowiłam odejść w drugą stronę, jednak on mnie dostrzegł i szybkim krokiem ruszył w moją stronę. Przebiegł przez pasy, złapał mnie za ręce, zakrył usta ręką i zaciągnął mnie za krzaki. Upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu, po czym zaczął mnie bić. Zbił mnie tak, że nie mogłam się ruszyć z bólu, po czym uciekł, zostawiając mnie w krzakach.
*Diego*
Postanowiłem wrócić do parku, po prostu nie chciało mi się siedzieć w domu. Wyszedłem z domu i zamknąłem drzwi na klucz. Ruszyłem do parku. Wszedłem do niego tym razem od drugiej strony, ponieważ chciałem szybciej dotrzeć do budki z lodami. Nagle zobaczyłem w krzakach czyjąś rękę... Podszedłem bliżej i zobaczyłem Fran, całą zakrwawioną.
- Nie! Fran! Obudź się! Proszę! - krzyknąłem, biorąc ją na ręce.Postanowiłem zabrać ją do domu. Wziąłem ją na ręce i szybkim krokiem ruszyłem do mojego domu. Położyłem ją na kanapie i szybko zrobiłem okład. W pewnym momencie na mojej dłoni poczułem czyjś dotyk. Gdy spojrzałem się do tyłu zobaczyłem uśmiechającą się w moją stronę Francescę.
- Cześć, wszystko dobrze?
- Tak...
- Kto ci to zrobił?
- Ma...ma..Marco - wyjąkała. Z jej oczu poleciało kilka drobnych łez, które natychmiast wytarłem ręką.
- Franuś nie płacz - przytuliłem dziewczynę. Gdy ta spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją. Ona odwzajemniała każdy z nich. Zdziwiło mnie, że nagle w domu zrobiło się zimno, oderwałem się do dziewczyny. Zobaczyłem, że drzwi wejściowe są otwarte. W jednej chwili coś położyło mnie na podłogę. Gdy spojrzałem się za siebie zobaczyłem Marco, dusił Fran, a przy jej szyi trzymał nóż.
- Nic nie rób albo Cauvigilia oberwie - powiedział dotykając nożem szyi dziewczyny.
- Zostaw ją - zrobiłem krok do przodu, a ten nie myśląc wbił nóż w brzuch Fran.
- Co ty zrobiłeś, idioto?! - krzyknąłem, pobiegłem do kuchni, wziąłem nóż i rzuciłem się na Marco, godząc go w ramię. Patrzyłem, jak upada na podłogę. Szybko chwyciłem za telefon, wybrałem numer na pogotowie i zacząłem drzeć się do faceta, który odebrał mój telefon.
- Moja ukochana została ugodzona nożem! Przyjedźcie jak najszybciej! Proszę! Ma ranę ciętą w brzuchu! Prosz...
- Dobra! Podaj swój adres!
- (Adres) Proszę! Przyjedźcie! Szybko! Błagam... - powiedziałem z płaczem i odłożyłem słuchawkę patrząc, jak moja ukochana leży na kanapie z zakrwawioną twarzą i nożem w brzuchu.
Hej! Tu ja, Ala. Ten rozdział miała napisać moja
współzałożycielka Natalia, jednak nie mogła z
powodów prywatnych. Ten rozdział był pisany według
jej planu, który dziś otrzymałam. Mam nadzieję, że
Wam się spodobał :D
CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz